Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10/10. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 sierpnia 2018

Recenzja książki "Morderstwo w Mezopotamii" Agata Christie


Tytuł: Morderstwo w Mezopotamii
Autor: Agata Christie
Ilość stron: 272
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie



Morderstwo wchodzi w nałóg...

Agata Christie, żona archeologa Maxa Mallowana, znała realia życia na wykopaliskach. Narratorką powieści uczyniła pielęgniarkę wynajętą przez szefa ekspedycji do pomocy wyczerpanej żonie. Żona ma przywidzenia i boi się o swoje życie. Ma też temperament, który żadnego mężczyzny nie pozostawia obojętnym.
Królowa Śniegu ginie na pustyni... Czy ofiara pisała do siebie listy z pogróżkami, żeby podtrzymać zainteresowanie swoją gasnącą urodą? A że „morderstwo wchodzi w nawyk”... Herkules Poirot odbywa podróż w przeszłość, aby w irackim słońcu zmierzyć się z mordercą pierwszej kategorii!


Zaczynając "Morderstwo w Mezopotamii" Agaty Christie nie spodziewałam się fajerwerków. Jak do tej pory każdy przeczytany kryminał pozostawiał we mnie mieszane uczucia. Zraziłam się trochę do tego gatunku. Byłam zdania, że kryminały są po prostu nudne i nie trzymają w napięciu tak, jak wedlug mnie powinny. Powód mojej postawy: nigdy nie trafiłam na dobry kryminał aż do dzisiaj. Nie, „Morderstwo w Mezopotamii” nie jest dobre, to słowo nie jest trafne. Ta lektura to znakomity kryminał, który od pierwszej aż do ostatniej strony trzyma w napięciu i to napięcie coraz bardziej buduje. Agata Christie pisząc z perspektywy pielęgniarki staje się realnym świadkiem zdarzeń, a później wręcz ważnym pomocnikiem detektywa. Książka jest napisana w bardzo oryginalny sposób: czytamy jakby zapiski siostry Leatheran, jej relacje tych wszystkich zdarzeń. Przez to język kryminału jest dość prosty a opisy sytuacji są poprzeplatane z emocjami, myślami i komentarzami pielęgniarki.

Książkę przeczytałam w oka mgnieniu, wręcz bez odrywania się od lektury. Na kilka godzin zniknęłam z naszego świata i żyłam na wykopaliskach razem z grupką archeologów. Całe to morderstwo tak mocno mnie zaintrygowało, że sama zaczęłam robić podejrzenia i zastanawiać się nad motywem mordercy. Zakończenie książki całkowicie mnie zaskoczyło, a cały przebieg śledztwa detektywa Herkulesa Poirota niesamowicie zafascynował! Aż do samego końca zbierał dowody nie ujawniając żadnych przypuszczeń, żeby ostatecznie wszystko dokładnie wyjaśnić i omówić. Wszystko tworzyło logiczną całość, a całe morderstwo i historia ofiary wprawiła mnie w podziw. Podziw dla Agaty za wymyślenie i napisanie czegoś takiego!

Zachwyt, zaskoczenie, świetnie zbudowane napięcie i niesamowita dawka przeróżnych emocji – to chyba opisze najbardziej to, co przeżywałam w trakcie i po przeczytaniu „Morderstwa w Mezopotamii”!

Ocena: 10/10




"Utarło się, że o zmarłych nie należy mówić źle. Uważam, że to głupi obyczaj. Prawda zawsze pozostaje prawdą. Lepiej już nie mówić źle o żywych, ponieważ można im wyrządzić krzywdę. Ale zmarłym nic już nie zaszkodzi. Natomiast zło, które za życia wyrządzili innym, nie da się wymazać."











środa, 1 lutego 2017

Recenzja książki "Diabolika" S.J. Kincaid


Tytuł: Diabolika
Autor: S.J.Kincaid
Ilość stron: 416
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte


Diaboliki
NIE ZNAJĄ LITOŚCI.
Diaboliki są
SILNE.
Ich przeznaczeniem jest
ZABIJAĆ
w obronie człowieka, dla którego zostały wyhodowane.
NIC WIĘCEJ SIĘ NIE LICZY.
Wyglądamy jak ludzie. Jesteśmy agresywni, zdolni do bezgranicznego okrucieństwa i absolutnej lojalności. Właśnie dlatego jesteśmy strażnikami zamożnych rodzin.
Służę córce senatora, Sidonii, którą traktuję jak siostrę. Zrobiłabym dla niej wszystko. Teraz, aby ją ochronić, muszę udawać, że nią jestem, zachowując w tajemnicy moje zdolności. Wśród bezwzględnych polityków walczących o władzę w imperium odkryłam w sobie cechę, której zawsze mi odmawiano – człowieczeństwo.
Mam na imię Nemezis i jestem diaboliką.
Czy mogę zostać iskrą, która rozbłyśnie w mroku imperium?


Pełne emocji dialogi, zaskakująca fabuła, wspaniale opisany świat przedstawiony, dobrze wykreowani bohaterowie... to wszystko pokochałam już od pierwszej strony. Kincaid stworzyła coś więcej niż tylko historię o nadnaturalnych istotach!

"Diabolika" jest wciągającą, a niekiedy szokującą lekturą, od której ciężko się oderwać. Autorka umiejętnie stopniuje napięcie i sprawia, że czytelnik chce zapoznać się z jeszcze jedną stroną, a potem kolejną, aż szybko dociera do końca. Czytając, błyskawicznie przeniosłam się w świat przedstawiony w książce i mocno przeżywałam wszystkie niepowodzenia lub wypadki bohaterów. Pomysł na powieść jest oryginalny i bardzo dobrze zrealizowany. Nigdy wcześniej nie czytałam książki pisanej z perspektywy monstrum, ale ogromnie mi się to podobało. W dodatku bardzo przypasował mi luźny styl pisania autorki - wzrok sam sunie po literach. Zakończenie książki również bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i spowodowało, że chętnie przeczytałabym ciąg dalszy tej historii.

Ta książka na pewno trafi na listę moich ulubionych! :)
Ocena: 10/10


Obserwowałaś kiedyś tygrysa? Prawdziwe tygrysy to same mięśnie i ścięgna, mają szczęki tak mocne, że mogłyby przegryźć najpotężniejszego z ludzi, a jednak gdy się skradają, polują, w ich ruchach jest gracja, ktrej﷽﷽﷽﷽﷽﷽﷽ jest gracja, kta Sidonię na dwNemezis, ale na nią nie patrzy.y owak pada akapit wyżej. cesarza –nie byli narażeni naórą nie mogą pochwalić się nawet najbardziej wyrafinowane z łagodnych stworzeń.Właśnie taka jest Nemezis – diabolika.





!Premiera książki - 15 lutego 2017!






 Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte






środa, 17 sierpnia 2016

Recenzja książki "Ulubione momenty" Adriana Popescu


Tytuł: Ulubione momenty
Autor: Adriana Popescu
Ilość stron: 352
Wydawca: Wydawnictwo Media Rodzina




Layla i Tristan rozumieją się bez słów – jako przyjaciele. Oboje bowiem są w stałych związkach. Tristan przynosi Layli wieczorem do biura jedzenie, porywa w najpiękniejsze zakątki miasta i rzuca w niebo zimne ognie, ponieważ wie, że wiele z marzeń Layli nie znalazło jeszcze spełnienia. Wspólnie przeżywają jedną niezwykłą chwilę za drugą. Czy naprawdę istnieje wielka miłość i doskonałe ulubione momenty? I jaką cenę trzeba zapłacić, aby ich doświadczyć?


W tej książce zakochałam się już od pierwszego spojrzenia na nią. Pod przepiękną okładką, która od razu przyciągnęła mój wzrok, skrywa się niesamowita, ale również bardzo "życiowa" historia z morałem. Przepiękne opisy krajobrazów, elektryzująca relacja pomiędzy Laylą a Tristianem oraz dążenie do spełnienia swoich marzeń - to właśnie znajdziemy w książce "Ulubione momenty". Lekkie pióro autorki sprawiło, że na parę ładnych godzin zatraciłam się w lekturze i nie miałam ochoty jej kończyć. Główna bohaterka przechodzi ogromną zmianę dzięki Tristianowi. On pokazuje jej, żeby marzenia zamienić na realne cele, a dziewczyna po ciężkich próbach zerwania ze smutną rzeczywistością wreszcie staje się szczęśliwa. Byle być sobą we wszystkim co się robi, byle żyć chwilą, bo w końcu przyszłość to tylko pusta kartka, która czeka, żebyśmy to właśnie my ją zapełnili - tego właśnie nauczyłam się dzięki tej książce. Po tej lekturze dostałam ogromną motywację, do tego by wziąć się za siebie, bo przecież nie ma rzeczy nie możliwych są tylko te z których za szybko rezygnujemy ;)
Czytanie tej książki to był zdecydowanie jeden z moich ulubionych momentów!

Ocena 10/10





Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina



czwartek, 14 lipca 2016

Recenzja książki "Książka Racheli" S.Værøyvik



Tytuł: Książka Racheli
Autor: Sissel Værøyvik
Ilość stron: 440
Wydawca: Wydawnictwo Media Rodzina





Książka Racheli” to wzruszająca historia o poszukiwaniu własnej tożsamości i mierzeniu się z demonami przeszłości. O poznaniu samego siebie, o zdradzie i miłości, a także o bezgranicznej opiece matki nad dziećmi i walce o nie.
Ella, od kilku lat mieszkająca w Nowym Jorku, po śmierci rodziców wraca do ich domu w Norwegii. Tam spotyka Rachelę – tajemniczą starszą panią wynajmującą dom rodziców Elli. Od tego spotkania losy obu kobiet zaczną się przeplatać, obie będą musiały się zmierzyć ze swoją przeszłością, a historia sięgająca drugiej wojny światowej zatoczy zaskakujące koło w finale powieści.


Cudownie napisana książka o miłości do rodziny, szukaniu własnych korzeni i poznawaniu własnej historii. Powieść pokazuje ile matka jest w stanie poświęcić dla dobra dziecka, a także, mimo wszystko, pozostać silną w czasach wojny. 
Język książki nie jest skomplikowany, dzięki czemu tę książkę czyta się błyskawicznie. Oryginalna, zawiła i miejscami smutna historia na pewno nikogo nie zanudzi - wciąga już od pierwszej strony i sprawia, że czytelnik pośpiesznie przewraca kolejne kartki, żeby dowiedzieć się co się dalej wydarzy. Autorka potrafiła stworzyć klimat wyczuwalny już od pierwszej strony: wiadomo, że Ellę spotka ktoś lub coś tajemniczego. Niezwykle mądra i bardzo wartościowa książka, która daje czytelnikowi wiele do przemyślenia.

Ocena: 10/10










Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina

środa, 16 grudnia 2015

Recenzja książki "Igrzyska Śmierci: Kosogłos" S.Collins


Tytuł: Igrzyska Śmierci: Kosogłos
Autor: Suzanne Collins
Wydawca: Wydawnictwo Media Rodzina
Ilość stron: 376




Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą mieszka w Trzynastce - legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie Kapitolu przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą.
Katniss mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi.

Genialnie napisana, trzymająca w napięciu książka! Kiedy zaczęłam czytać, wręcz nie mogłam się od niej oderwać - lektura pochłonęła mnie w całości i przez to na kilka godzin odłączyłam się od świata rzeczywistego. Chyba każdy już czytał, bądź oglądał którąś z części "Igrzysk Śmierci" i zna odważną, silną Katniss, więc nie muszę Wam wyjaśniać o czym jest ta seria. Ostatni tom jest prawdziwą mieszanką wybuchową dla czytelnika. Są momenty, w których siedzisz ze ściśniętym z nerwów żołądkiem, ale również są momenty, gdzie masz łzy w oczach. Uwierzcie mi, wiele przeżyłam podczas czytania tej książki i wszystkie te emocje zostaną ze mną jeszcze na długo! Jestem pod wrażeniem stylu pisania Suzanne - czyta się to niesamowicie naturalnie i lekko.
A! I ta nowa okładka jest przecudna - jestem w niej zakochana!
Ta książka na pewno trafi na listę moich ulubionych! :)
Ocena: 10/10












 Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina








piątek, 19 czerwca 2015

Recenzja książki "Służące" Kathryn Stockett



Tytuł: Służące
Autor: Kathryn Stockett
Wydawca: Media Rodzina
Ilość stron: 584
Okładka: miękka


Poruszająca!

Aibileen i Minny to dwie czarnoskóre kobiety pracujące jako służba w domach białych ludzi. Aibileen to miła,  rozumna kobieta, która zawsze szanuje swoje panie i uwielbia ich dzieci. Ona sama straciła syna - chłopak spadł z dźwigu na budowie na drogę, gdzie przejechał go traktorem jakiś mężczyzna. U swojej pani jest w miarę dobrze traktowana, do czasu zbudowania specjalnej toalety w ogródku przeznaczonej tylko dla niej. Wtedy zaczyna się raczej nieświadome poniżanie Aibileen, co ona znosi przez cały czas ze spokojem.
Minny jest natomiast szczera i pyskata w stosunku do swoich pań, przez co często ją wyrzucano z pracy. Po zrobieniu strasznego psikusa (żeby nie popsuć Wam przyjemności z czytania książki to nie napiszę co to było) została zwolniona z pracy i okrzyknięta jako złodziejka z niewyparzoną gębą. Znajduje jednak pracę u nieco zakręconej pani, która ukrywa służącą przed mężem - chce, żeby on myślał, że to ona robi wszystko tak idealnie. Odtąd Minny w pracy umiera ze strachu przy każdym drobnym szeleście czy puknięciu, bojąc się powrotu mężczyzny.
Panienka Skeeter, którą również poznajemy w książce to młoda redaktorka gazety. Marzy o byciu profesjonalną pisarką. Pewnego dnia wpada na pomysł, żaby napisać książkę o czarnoskórej służbie i prosi wszystkie znane jej służące o pomoc. Na początku czarne kobiety się wahają: zgadza się najpierw jedna, później wciąga się w to druga i tak uzbiera się kilkanaście służących, które są gotowe za cenę życia swojego i swoich rodzin pomóc Panience Skeeter. Jednak czy pomysł na książkę zostanie wydany w rasistowskim Jackson w stanie Missisipi? Jakie konsekwencje poniosą za to służące? Zapraszam do przeczytania książki - na pewno się nie zawiedziecie.

Książka jest podzielona na opowieści trzech kobiet, tak jak wspomniałam w opisie powyżej: Aibileen, Minny i Panienki Skeeter. Każda z tych historii ma w sobie coś, co zachęca do dalszego czytania. 
Książka przedstawia bardzo ważny problem równości i podziału na rasy: ludzi białych i kolorowych. Osobiście nie uznaję czegoś takiego, że inny ode mnie,w tym wypadku czarnoskóry - znaczy gorszy. Uważam, że każdy człowiek jest sobie równy, bez względu na kolor skóry, wiarę, orientację seksualną, pochodzenie czy poglądy. Dlatego podczas czytania w niektórych momentach, aż nie dowierzałam jak podli mogą być ludzie w stosunku do czarnoskórych osób, którzy tak naprawdę nie wiele różnili się od nich.
W powieści nie zabrakło również pięknej miłości i chodzi mi tutaj o uczucia jakie małą Mae Mobley, córeczkę białej pani, darzyła Aibileen. Troszczyła się i dbała by niczego dziewczynce nie brakowało. W tajemnicy przed jej rodzicami opowiadała jej piękne historie, w których biali byli przyjaciółmi kolorowych. Chciała nauczyć dziewczynkę, że każdy człowiek powinien być traktowany tak samo i udało jej się to. Dziewczynka szczerze ją kochała i nie rozumiała zachowania mamy. To były piękne i wzruszające momenty w książce, przy których łzy napływały mi do oczu.

Patrząc na książkę pod kątem technicznym - jest ona chyba jedną z najlepiej wykonanych książek jakie czytałam. Jej okładka jest przepiękna, taka delikatna i we wspaniałym odcieniu niebieskiego. Struktura okładki również zachwyca, gdy przesuwam po niej ręką, czuję jakby była z aksamitu- jest tak miła w dotyku!

Książkę tę powinien przeczytać każdy, by choć trochę zmienić sposób patrzenia na ludzi innych. 
Powieść zawiera w sobie miłość, strach, upokorzenie, ale również (dzięki Minny i jej zabawnym odzywkom) sporo humoru. Ta książka to bomba emocji, po której przeczytaniu długo nie mogłam się pozbierać. Czułam niedosyt i chciałam więcej, jednak wiem, że autorka zakończyła książkę w dobrym momencie. 


Należą się brawa dla autorki za tak wspaniałą lekturę! Nie przesadzam - ta książka naprawdę aż tak mnie zachwyciła.
Ocena: 10/10



"Czy nie taki był sens książki? Czy nie chodziło o to, żeby kobiety zrozumiały: ‘Jesteśmy tylko dwiema istotami ludzkimi, nie tak znowu wiele nas dzieli. Znacznie mniej, niż sądziłam’."


"Po mojemu, jakby Bóg chciał, żeby biali i kolorowi przebywali tak blisko siebie przez tak dużą część dnia, to uczyniłby nas daltonistami."



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina




~~~~~~
Mam nadzieję, że jakoś dobrnęliście do końca recenzji ;) Dzisiaj trochę się rozpisałam, mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza.
Czytaliście "Służące" K.Stockett? Jeśli tak - koniecznie podzielcie się swoimi opiniami w komentarzu :) 
Do zobaczenia niebawem!








piątek, 8 maja 2015

Recenzja książki "Miasto Cieni" Ransom Riggs

Recenzja książki "Miasto Cieni" Ransom Riggs



Tytuł: Miasto Cieni
Autor: Ransom Riggs
Wydawca: Media Rodzina
Ilość stron: 440
Okładka: twarda

Idealna na deszczowe wieczory!

"Miasto cieni" to kontynuacja znanej książki "Osobliwy dom Pani Peregrine" (Recenzja KLIK). Jacob wraz ze swoimi nadzwyczajnymi przyjaciółmi ucieka z wyspy w poszukiwaniu innej ymbrynki (opiekunki innej pętli czasu), która mogłaby pomóc Pani Peregrine. Po drodze zabijają głucholce czyhające z każdej strony i ukrywają się u cyganów. Nie będę dużo tutaj opowiadała o książce, bo mogłabym za dużo zdradzić.

Ta powieść bardzo mi się podobała. Lubię takie książki o potworach - pomagają mi się oderwać od rzeczywistości i codziennej monotonni. Ciekawy pomysł na książkę, dobrze zrealizowany. Przeczytałam ją szybko, mimo sporej ilości stron. Tak jak i w pierwszej części, tutaj również niektóre kartki wypełnione były zdjęciami. Fotografie są dobrym pomysłem w tej książce - dzięki nich możemy lepiej zapamiętać postacie. Na początku książki znajdują się dodatkowe cztery strony na których są, wcześniej poznani, osobliwi przyjaciele (zdjęcie tych stron znajdzie się pod recenzją). Oczywiście muszę napisać, że okładka, struktura kartek i ogólnie całe wydanie książki jest cudowne. Nawet sam wygląd zachęca do czytania! :)
Jako dodatek do książki dostałam również dwie, związane z książką pocztówki! Szkoda mi ich wysłać, więc chyba będę ich używać jako zakładek.

Podsumowując:  książka naprawdę warta polecenia - lekka i ciekawa.
Ocena: 10/10






Śmiech nie sprawia, że złe rzeczy stają się gorsze, podobnie jak nie staną się lepsze dzięki łzom. Śmiech nie oznacza, że jest nam wszystko jedno albo, że zapomnieliśmy. Świadczy tylko o tym, że jesteśmy ludźmi.


To dlatego, że pieniądze służą do manipulowania ludźmi, aby poczuli się gorsi od ciebie


- Po prostu wierzę, że ważnymi sprawami w życiu nie rządzi przypadek. Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Ty też zjawiłeś się tu nie bez przyczyny, na pewno nie po to, żeby przegrać i umrzeć.



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina


~~~~~
Recenzję jakiej książki chcielibyście przeczytać: "Papierowe miasta" J.Green, "Burza" J.Cross czy "Kroniki Bane'a" C.Clare?
Miłego weekendu! :)












piątek, 10 kwietnia 2015

Recenzja książki "Osobliwy dom pani Peregrine" Ransom Riggs

Recenzja książki "Osobliwy dom pani Peregrine" Ransom Riggs



Tytuł: Osobliwy dom pani Peregrine
Autor: Ransom Riggs
Wydawca: Media Rodzina
Ilość stron: 400
Okładka: twarda

Wciąga już od pierwszej strony!
Dziadek Jacoba chętnie opowiadał wnuczkowi o swoim dzieciństwie. Abraham, bo tak właśnie nazywał się starzec, w czasie wojny uciekł na wyspę i tam zamieszkał w sierocińcu. Opisywał chłopakowi swoich osobliwych przyjaciół, pokazywał zdjęcia i opowiadał historie, w które nikt nie chciał wierzyć. Dorośli tłumaczyli, że Abraham ma już "swoje lata" i nie wie za bardzo o czym mówi, a w wiarygodność fotografii wątpili. Jacob z czasem też przestał mu wierzyć..
Jednak pewnego dnia Jacob znalazł swojego dziadka umierającego w lesie. Podbiegając do Abrahama w ciemności zauważył COŚ strasznego, przez co głęboko zaczął się zastanawiać nad historiami dziadka. Ledwo żywy Abraham ledwo z siebie wyszeptał, że chłopak nie jest tu już bezpieczny, że po niego przyszli i żeby odnalazł "ptaszysko". 
Parę miesięcy po śmierci dziadka, Jacob wyrusza z ojcem na małą walijską wyspę w poszukiwaniu starego sierocińca i "ptaszyska". Po wielkich trudnościach dociera do zaniedbanego budynku, jednak nikogo w nim nie ma. Nie zamierzam streszczać całej książki, zakończę więc w tym momencie, by nie zdradzić za dużo. Książka jest naprawdę niesamowita!

Pomysł na książkę został naprawdę bardzo dobrze zrealizowany. Fabuła niezwykle interesująca i oryginalna - nie spotkałam się dotychczas z bardziej tajemniczą książką.  Mimo sporej ilości stron "Osobliwy dom pani Peregrine" czyta się strasznie szybko. Jakbym miała się do czegoś przyczepić to znalazłam drobny błąd w treści, a mianowicie: na początku książki imię "Jacob" było napisane przez "Y" (czyli Yacob), a trochę później - normalnie przez "J". Nie przeszkadzało mi to w sumie jakoś bardzo, ale jednak była to drobna pomyłka. 
Bardzo podobają mi się dodatkowe strony ze zdjęciami, które Jacob znajdował lub które dziadek mu pokazywał (przykładowe takie strony pojawią się pod koniec recenzji). Moją uwagę zwróciły również kartki, a dokładniej ich tekstura - były one naprawdę przyjemne w dotyku, tak miłych jeszcze nie spotkałam. No i oczywiście okładka jest świetna ! :)

Idealna na oderwanie się od rzeczywistości.
Ocena: 10/10


"Kiedyś marzyłem o ucieczce przed zwykłym życiem, ale tak naprawdę moje życie nigdy nie było zwyczajne. Po prostu nie zauważałem jego niezwykłości."


"Kiedy ktoś nie wpuszcza Cię do środka, w końcu przestajesz pukać do drzwi."


"Dziewczyna na moment umilkła, a na jej twarzy dostrzegłem frustrację. Miałem wrażenie, że zastanawia się gdzie ukryć moje zwłoki."


~~~~
Co zrobić w następnym tygodniu : "Kroniki Bane'a", "Papierowe Miasta" czy "19 razy Katherine"? Dajcie znać w komentarzach ;)
Miłego weekendu!







niedziela, 4 stycznia 2015

Recenzja książki "Dary Anioła : Miasto Kości" Cassandra Clare

Recenzja książki "Dary Anioła : Miasto Kości" Cassandra Clare


Tytuł : Dary Anioła. Miasto Kości
Autor : Cassandra Clare
Wydawca : Wydawnictwo MAG
Ilość stron : 512
Okładka : miękka

Dziewczyna ze skłonnością do wpadania w tarapaty, wampir, który zmaga się ze swoją mroczną naturą, półanioł, pogromca demonów. Połączyła ich miłość i walka, dzieli ich wszystko. Razem wkraczają do Miasta Kości.

Moja ukochana książka ! 
Dowcipne rozmowy pełne sarkazmu, wspaniale przedstawiony świat, bohaterowie... to wszystko pokochałam już od pierwszej strony. Cassandra Clare stworzyła więcej niż tylko historię o nadnaturalnych istotach ! 
Historia toczy się w Nowym Yorku, który został opisany w sposób, że niemal czułam się jakbym tam była. Wspaniałe, realistyczne opisy, które nie nudzą. Piękne współczesne, nowoczesne i ruchliwe miasto z elementami magii. W książce jest opisywany również Idris - rodzinny kraj Nocnych Łowców. Cudownie wymyślony ! Piękny, potężny i niebezpieczny. 
Nocni Łowcy polujący na demony, toczą walkę z Valentine'm. W książce występują też różni Podziemni (czarownicy, fearie, wilkołaki, wampiry) i Przyziemni (normalni ludzie). I w to wszystko wchodzi Clary - zwykła dziewczyna. Gdyby nie poszła do klubu zwanego "Pandemonium", gdyby nie spotkała Jace'a, prawdopodobnie żyłaby normalnie. Jednak jej życie wywraca się do góry nogami. Okazuje się, że w żyłach Clary również płynie krew Nocnych Łowców. Gdy jej matka zostaje uprowadzona, dziewczyna długo nie myśląc razem z nowymi przyjaciółmi rusza jej na pomoc.

Uwielbiam książki o takiej tematyce. Bardzo przypasował mi luźny styl pisania - wzrok sam sunie po literach. Czytałam tą książkę wiele razy, choćby dla poprawienia humoru, bo bywają takie momenty, przy których szczerzę się jak głupia do książki. Jestem wielką fanką Cassandry Clare i oddaną Shadowhunter ;)
A jak to się zaczęło?  Książkę przeczytałam jakoś tydzień po obejrzeniu filmu, wypożyczyłam wtedy od razu wszystkie części w bibliotece niedaleko mnie i dosłownie pochłonęłam je jedna po drugiej. Dziś całą serię Darów jak i Diabelskich Maszyn mam na półce w swoim pokoju.

Chciałabym kiedyś spotkać Cassie i podziękować jej za tak dobrą historię o Nocnych Łowcach.
Według mnie ta seria jest idealna. Zachęcam do przeczytania ! 

Ocena 10/10


Tradycyjnie wstawiam parę moich ulubionych cytatów:










~~
Czekam na Wasze komentarze dotyczące tej książki, a także mojej recenzji.
Trochę uzbierało mi się nowych książek, więc następnym postem będzie "Haul Książkowy".
Pozdrawiam,